POMAGAMY !!! Pokonała dwa nowotwory, dziś znowu umiera. Ocal Dominikę…

Dominika, 12 lat

Choroba: przeszczep przeciwko gospodarzowi, czyli przewlekły odrzut przeszczepu szpiku

Wrocław, dolnośląskie

POMAGAJ: https://www.siepomaga.pl/ocal-dominike

Gdy umierające dziecko bardziej myśli o innych, niż o sobie, łzy wzruszenia mieszają się ze łzami żalu. Ale taka właśnie jest Dominika. Jej historia to gotowy materiał na film. Jakie będzie jego zakończenie? Dzisiaj wydawać by się mogło, że tragiczne, jednak nie dopuszczam do siebie takiej myśli. Moja córeczka przecież nie może umrzeć, nie po tym wszystkim, co przeszła… Proszę, pomóżcie nam szczęśliwie zakończyć historię walki z nowotworem. Niech ten koszmar wreszcie się skończy…

Rak kładzie się cieniem na całe nasze życie. Najpierw jeden, potem wznowa, chwila oddechu i kolejny cios – znowu nowotwór, tym razem inny. Jak się podnieść po takim uderzeniu? Jak walczyć i skąd brać siły, gdy włosy wypadają garściami, rak łamie kręgosłup, a łzy bólu zalewają policzki? Jak mieć nadzieję, gdy powikłania po przeszczepie odbierają życie? Jak to wszystko robić, gdy jest się małą dziewczynką? Dominika jednak nigdy się nie poddała, chociaż niejeden dorosły nie dałby rady. Walczy dalej, jednak śmierć jakby się na nią uwzięła… Gdy wygrywamy jedną bitwę, ta nam przypomina, że wojna cały czas trwa i to ona jest górą. Dzisiaj nie boję się już spojrzeć śmierci w oczy i powiedzieć: “Nie pozwolę, żebyś wygrała, nie oddam ci mojego dziecka!”. Ale wiem, że to za mało…

Dominika miała 5 lat, gdy wszystko się zaczęło. A raczej skończyło… Wcześniej okaz zdrowia, zaczęła skarżyć się na ból. Lekarze bardzo szybko znaleźli jego przyczynę – ogromny, kilkunastocentymetrowy guz kanału kręgowego! Nie było chwili do stracenia, córeczka od razu trafiła na stół operacyjny. Ale nic nie dało się zrobić… Guz rozciągał się między 5 a 11 kręgiem i tak szczelnie oplatał rdzeń, że lekarze nie podjęli się próby jego wycięcia. Ryzyko było zbyt duże. Pozostała nam tylko chemio- i radioterapia. Nastąpiły miesiące pełne bólu, łez i cierpienia, ale też ogromnej nadziei. Staliśmy się częścią onkologicznego świata. Rzeczywistości, do której nikt z nas nie chciałby trafić… Leczenie było niezwykle bolesne – spalone śluzówki, nieustanne wymioty, organizm wycieńczony do granic możliwości. Ale nasza Dominika nie poddawała się – wierzyła, że wygra i wróci do dawnego życia.

POMAGAJ: https://www.siepomaga.pl/ocal-dominike

I faktycznie, przez chwilę sądziliśmy, że koszmar już za nami! Guz się rozpadł, choroba wydawała się być pokonana. Jednak nie na długo – kolejne badanie i szok: wznowa. Nowotwór odrodził się i dał przerzuty do płuc i na kręgosłup. Wszystko zaczęło się od nowa.. Dominika bardzo się bała – ciągle miała w pamięci ten okropny ból. Bo walka z nowotworem nigdy nie jest lekka… To batalia na granicy życia i śmierci, w której cały czas zagadką pozostaje pytanie: wygramy my, czy wygra śmierć? Walczyliśmy z rakiem kolejne 4 lata, pełne wzlotów i upadków. Dominika dorastała z dala od życia, jakie prowadzili jej rówieśnicy. Choroba zabrała jej dzieciństwo, na stale rysując na twarzy rodzaj powagi widoczny jedynie u dzieci, które spojrzały w oczy śmierci… W lekarze ogłosili zwycięstwo! Tym razem baliśmy się cieszyć i – jak życie pokazało – słusznie…

Dominisia bardzo zaangażowała się w pracę Fundacji. Z całego serca chciała pomóc dzieciom, które toczą bitwę z rakiem. Dawała im nadzieję, że można wygrać, nawet jeśli walka ma trwać latami… W lutym 2016 roku przyjechała na plan uczesana w piękne, długie warkocze. Włosy już zdążyły odrosnąć, Dominika tak bardzo się cieszyła! Wtedy nie wiedzieliśmy, że półtora miesiąca później znów je straci…

POMAGAJ: https://www.siepomaga.pl/ocal-dominike

Informacja o kolejnym nowotworze spadła na nas jak grom. Kolejny nowotwór! Nie wznowa, żadne powikłania, ale zupełnie inny rak, który zaatakował naszą małą córeczkę. Tym razem nasz wróg miał inne imię – białaczka. Nie mieliśmy czasu na przemyślenia, błyskawicznie rozpoczęła się chemioterapia. Nie wiedzieliśmy, czy Dominika ją wytrzyma. Czy jej zmęczony organizm przetrwa kolejne starcie… Ale nawet wtedy córeczka myślała o innych. Poprosiła mnie, żebym zadzwoniła do fundacji zajmującej się zbieraniem włosów na peruki dla dzieci walczących z rakiem. Fryzjerka obcięła warkocze Dominiki, które trafiły do innej, potrzebującej dziewczynki. Razem z nią swoje długie i zapuszczane od kilku lat włosy ścięła jej siostra Weronika. Byłam z nich taka dumna, a jednocześnie moje serce rozdzierała rozpacz. Przecież moje dziecko umierało…

Chwyciliśmy się ostatniej deski ratunku – przeszczep szpiku dawał nadzieję, jednak niósł za sobą ogromne ryzyko. Ale musieliśmy podjąć tę próbę, by ratować Dominikę. Na szczęście znalazł się dawca i w sierpniu 2016 roku przeszczepiono szpik. Organizm córeczki był zupełnie pozbawiony odporności. Kolejne dwa tygodnie to prawdziwy horror – córeczka była w bardzo ciężkim stanie. Właściwie nie spaliśmy, modliliśmy się o dobre wieści, ale te nie nadchodziły. Pytaliśmy Boga, co jeszcze dla nas przygotował, dlaczego wybrał naszą córeczkę, a nie nas? Przecież ona niczym nie zawiniła…

W końcu zagrożenie minęło, Dominika zaczęła się uśmiechać, powoli jeść, wracać do życia. Ale to był dopiero początek walki. Lekarze zdecydowali o “dolewce” szpiku – musieli to zrobić, bo limfocyty odpowiedzialne za odpornoścć były na dramatycznie niskim poziomie. I właśnie te 4 mililitry zadecydowały o całej tragedii, która się wydarzyła…

POMAGAJ: https://www.siepomaga.pl/ocal-dominike

Okazało się, że los ma dla nas jeszcze jedną próbę, śmierć wcale nie odpuściła! W marcu tego roku trafiłyśmy na oddział z wysypką – jak się okazało, to był graft – powikłanie po przeszczepie. Z pozoru niegroźne, jednak potem nastąpiło pogorszenie. Graft śluzówki, wątroby, jelit – Dominika wymiotowała krwią. Nie nadążaliśmy wymieniać jej pampersów – silna biegunka i wymioty dosłownie ją zabijały. Nic nie pomagało, chociaż lekarze walczyli ze wszystkich sił. Potem dowiedziałam się, że dawali Dominice tylko 5% szans na przeżycie…

Do szpitala trafiliśmy zimą, wyszliśmy jesienią – dwa miesiące temu. Cały ten czas toczyła się heroiczna walka o życie mojego dziecka. Nie da jej się opisać w kilku słowach… Dni wypełnione bólem, niepewnością i bezradnością, a w tym wszystkim moja mała córeczka – jej ciało zmieniło się tak bardzo przez sterydy, że nawet osoby z naszej rodziny nie mogły jej poznać… Sterydy ani żadne inne leki nie zadziałały. Kolejne powikłania sprawiały tak niewyobrażalny ból, że przez pół roku Dominisia żyła na morfinie. Problemy z kręgosłupem, sercem, skórą, przewodem pokarmowym… Moje dziecko umierało na moich oczach, a żadne standardowe metody leczenia nie pomagały. Właściwie w ostatniej chwili lekarze podjęli decyzję o fotoferezach. Tylko to ocaliło Dominikę.  Dzisiaj córeczka wymaga opieki 24 h na dobę. Pierwszy raz złamał jej kręgosłup, dzisiaj ma silną skoliozę. Powinna być rehabilitowana, ale gdy płytki spadają, rehabilitacja jest niemożliwa.

POMAGAJ: https://www.siepomaga.pl/ocal-dominike

Nowy szpik powoli i nieustępliwie niszczy organizm Dominiki. Nie ma już żadnego leku, żadnej innej nadziei… Została nam ostatnia już szansa – fotoferezy. Tylko że nie są refundowane… 3 miesiące terapii to koszt rzędu 25 tysięcy złotych, a leczenie będzie trwało o wiele dłużej. Nie mamy takich pieniędzy, dlatego z całego serca prosimy o pomoc. Nasza córeczka nie zaznała normalności od 7 lat – przez większą część swojego życia toczyła śmiertelny bój z nowotworami. Tak bardzo chce żyć, tak wiele ma do zaoferowania światu… Proszę, nie pozwólcie zgasnąć iskierce nadziei, Dominika musi wygrać….

POMAGAJ: https://www.siepomaga.pl/ocal-dominike

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*